Dlaczego lepiej jechać na wakacje niż kupować test MRT na nietolerancje pokarmowe?

Kilka miesięcy temu moja pacjentka przyniosła na wizytę intrygujące wyniki testu MRT na nietolerancje pokarmowe, które tym razem nie były oznaczeniem IgG i kosztowały ją prawie 2000 zł!

Na tych kilku kartkach, z którymi się zapoznałam, było 150 produktów,. Elementem, który badano była „Różnica Objętości Osocza” – hmm… Brzmi bardzo naukowo, prawda?

Co obiecuje sprzedawca?

To, co uwielbiam robić w takich chwilach, to szybki przegląd tego, co twórcy danego badania obiecują klientowi. Ze stron internetowych placówek oferujących test MRT dowiemy się, że jest on zalecany osobom, które mają (wybrałam najciekawsze): worki pod oczami, swędzenie odbytu, niepohamowany apetyt na oczyszczone węglowodany,  nagłe zmiany nastroju, swędzące uszy, zmęczenie, trudność w zrzuceniu zbędnych kilogramów (no cóż, kto jej nie ma ;)). Jeśli czytaliście moje posty odnośnie innych badań, to już wiecie, że szeroki zakres objawów i schorzeń, przy których dany test jest zalecany, to najważniejszy element w sprzedaży. W przypadku testu MRT zrobili to równie doskonale – wymieniono aż 44 dolegliwości, przy których „warto go wykonać” dlatego z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Sprzedane?

Czy są podstawy naukowe do wykonywania tego testu?

Nazwałam ten test badaniem widmo, bo było naprawdę bardzo ciężko znaleźć jakiekolwiek podłoże naukowe  na ten temat. Ze stron www dowiemy się, że „.Badania naukowe potwierdziły, że MRT jest najdokładniejszym i najbardziej wszechstronnym testem na nadwrażliwość na pokarmy i dodatki do żywności.”… ale to nieprawda. 🙂 Na zagranicznych stronach znajdziemy odnośniki do 2 badań naukowych – oba są abstraktami z konferencji, a jedno z nich jest napisane przez pracownika firmy sprzedającej te testy.

 

Niestety brak jest wartościowych dowodów naukowych na to, że to badanie ma jakąkolwiek wartość diagnostyczną. Badanie polega na pomiarze różnicy objętości osocza przed i po dodaniu do próbki krwi produktu spożywczego, przy założeniu, że zwiększenie objętości osocza oznacza nasilenie wydzielania mediatorów zapalnych (cytokin, interleukin..). Wiele badań wskazuje na to, że nie występuje żadna korelacja między stężeniem mediatorów zapalnych we krwi, a występowaniem nietolerancji/alergii – a właśnie te składniki są mierzone w tym badaniu (lecz też niezbyt dokładnie – myślę, że realny koszt pomiaru stężenia osocza jest kilkaset razy tańszy).

 

W skrócie – to badanie mierzy coś, czego wzrost nie świadczy o nietolerancji/alergii, a kosztuje aż 1850 zł (za granicą od 600 do 1000$!). Jego wyniki nie znaczą absolutnie nic, a eliminacje, które są wdrażane po tym teście mogą być przyczyną wielu niedoborów, o czym pisałam już tutaj.

 

Właśnie dlatego lepiej wydać 2000 zł na wakacje, które z wyższym prawdopodobieństwem pomogą nam w walce z workami pod oczami, zmęczeniem i rozdrażnieniem niż zastosowanie się do zaleceń z wyników testu MRT.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej o badaniach diagnostycznych, to zapraszam do przeczytania tekstów na temat:

– Analizy pierwiastkowej włosa

– Biorezonansu magnetycznego 

– Testów IgG na nietolerancje pokarmowe

 

Bibliografia

  1. Krogulska A., Wasowska-Królikowska K., Polakowska E. et.al.: Cytokine Profi le in Children With Asthma Undergoing Food Challenges. J Investig Allergol Clin Immunol 2009, 19(1), 43-48.
  2. Lomangino K.: Food Sensitivity Testing: Evidence-Based Practice or Pricey Placebo? Clinical Nutrition Insight ‎2013, 39(3), 1-12
  3. Larisa C. Lotoski,F. Estelle R. Simons et.al.: Are Plasma IL-10 Levels a Useful Marker of Human Clinical Tolerance in Peanut Allergy? PLoS ON 2010, 5(6), e11192